
Zdarzyło się to pewnej sobotniej nocy, przyszedłem sobie pojeść, przygotowałem posiłek, zasiadłem przed telewizorem, był akurat film o żołnierzach walczących z wilkołakami.
Walczyli, walczyli, ja w tym czasie sobie zjadłem i zacząłem swoją walkę ze znużeniem tą walką.
Poległem, lecz zbudziłem się przestraszony widząc ekran kontrolny w telewizorze.
Myślę szybko, która to już godzina, a jutro rano muszę wcześnie wstać. Podskoczyłem co sił na równe nogi i biegnę, aby czym prędzej się położyć, robię krok i czuję że coś nie pasuje. Noga jak z waty, za chwilę ból, okazało się, że noga mi zdrętwiała i straciłem w niej władzę, źle stanąłem w wyniku czego naderwałem sobie wiązadło.
W prezencie dostałem gips, pomyślałem że wszystko będzie ok, kaleka budzi litość, każdy się mną zaopiekuje, nie przewidziałem jednego... leków przeciwzakrzepowych w postaci zastrzyków... uff...
na tym kończę i ze strachem w oczach wkłuwam się w mój brzusio.
PS zdjęcie wykonała moja osobista pielęgniarka Dominika ;*
też to przeszedłem; jednak ja nie byłem w stanie sam sobie wkłuwać tych dziadów; przerażała mnie wizja świadomego przerwania ciągłości swojej tkanki; mój Żon za to wkłuwał się w mój tłuszcz z jakąś dziwną pasją w oczach
OdpowiedzUsuńAhoj Fifku, fajnie, że piszesz, dzięki temu wiem, że jednak ktoś to czyta, a dla jednej osoby, w dodatku tak zacnej, już warto pisać... ;)
OdpowiedzUsuńzdjęcie kojarzy mi się z filmem fundacja.
OdpowiedzUsuńswoją drogą godny polecenia.